Jak przetrwałem noc na lotnisku

29 MARCA 2017, PRZYGODA, 770
 
     

Docierasz do nowego kraju. Jest noc. Nie masz noclegu. Co robisz?

W ostatni weekend wybrałem się na Maltę. Miałem darmowe kupony na lot RyanAir i żal byłoby ich nie wykorzystać. Pewnie niedługo opiszę jak zdobyć takie bilety. Były one ważne do końca marca, a że ostatnio mam sporo rzeczy na głowie, nie mogłem pozwolić sobie na długi wyjazd. Padło na Maltę ponieważ trafiła się możliwość zorganizowania całego wyjazdu w ramach jednego weekendu, bez potrzeby brania wolnego w pracy.

Przed przylotem na Maltę zastanawiałem się jak rozwiązać problem noclegu z soboty na niedzielę. Myślałem nad rezerwacją hotelu lub łóżka ale mój lot kończył się późno i wiązało się to z pośpiesznym i pewnie kosztownym szukaniem miejsca docelowego. Do tego lotnisko jest usytuowane kawałek od stolicy Valletty, którą obrałem za cel podróży, więc się na to nie zdecydowałem. Wyjazd miał być niskobudżetowy i nastawiony na przygodę. Skoro przygoda to poszedłem na żywioł i nie rezerwowałem żadnego noclegu.

Na Malcie przywitało mnie stosunkowo małe lotnisko, które jak wcześniej sprawdziłem w Internecie, jest otwarte 24/7. Pierwsze chwile nie były zachęcające do noclegu w tym miejscu. Średnio było z dogodnym miejscem żeby spokojnie spędzić noc. Co prawda, mijałem dwóch smacznie śpiących podróżników w śpiworach, jednak mnie to miejsce nie zachęcało do spędzenia tu nocy. Zacząłem rozważać złapanie autobusu do stolicy i tam rozpoczęcie próby przetrwania. Mając 30min do ostatniego autobusu i zagadkę co robić, poszedłem sprawdzić ostatni raz lotnisko. I co ciekawe, w głównym holu odlotów, czego wcześniej kompletnie nie zauważyłem, jest kawiarnia CostaCoffee otwarta podobnie jak lotnisko 24/7. Bingo!

Noc okazała się spokojna. Przez większość czasu ktoś się kręcił po kawiarni, co zwiększało bezpieczeństwo, i jednocześnie było na tyle cicho, żeby zrelaksować się na wygodnej sofie. Do tego smaczna kawa, kanapki, prąd i Internet. Czego podróżnik może chcieć więcej.

Niezbędne rzeczy do przetrwania na lotnisku

Ostatnie osoby, czekające na przylot swoich znajomych, kręciły się po lotnisku jeszcze chwile po drugiej w nocy. Natomiast pierwsi ludzie czekający na swój wylot pojawili się po trzeciej w nocy. Do tego było przesunięcie czasu o godzinę w przód. Więc prosta matematyka potwierdza moje słowa, że cały czas ktoś kręcił się po kawiarni. Co ciekawe wiele osób czekając na swoich znajomych wpadała na kawę w środku nocy. Siadali, gadali, jedli ciastko i popijali czarny trunek. Pomijam już fakt, że w środku nocy, na dwie godziny, do kawiarni przyszła ochrona. Usiedli dwa stoliki dalej więc nawet doczekałem się osobistego ochroniarza. Wszystko to sprawiało, że czułem się pewnie i komfortowo.

Moja ochrona w czasie noclegu na lotnisku

Praca w korporacji nauczyła mnie siedzenia w miejscu i nienarzekania, co pomogło przetrwać godziny czekania. Przyznam, że było to nawet ciekawe przeżycie. Samotna noc na lotnisku w obcym kraju. Fantastyczny czas na napisanie posta i zaplanowanie dalszej podróży. Mimo, że monotonny i jednostajny paradoksalnie był to czas dużych emocji. Wszystko okraszone możliwością poznania jak żyje lotnisko w ciągu nocy. A działo się sporo. Polecam

W dalszą podróż do stolicy Malty ruszyłem pieszo po czwartej. Nocny spacer był trochę ekstremalny ale z drugiej strony kto się kręci o tej godzinie po ulicach. Bardzo chciałem dotrzeć na Upper Barrakka Gardens przed świtem i nagrać wschód słońca. Niestety ogrody o tej godzinie były zamknięte i musiałem się zadowolić nagrywaniem wschodu z pobliskiego muru. Zobaczcie sami.


Wszystkim, którzy kończą lot późnym wieczorem w jakimś mieście i nie mają pomysłów na nocleg, polecam chociaż raz w życiu spróbować przekoczować noc na lotnisku. Osobiście nie odczułem tego mocno następnego dnia, a kolejne przeżycie zapisane w pamięci pozostanie na długo.

Collect moments, not things

Dalsza część wycieczki została opisana tutaj.
Dzięki, że przeczytałeś. Piona!
Rololand

PS ten artykuł jest wart polecenia innym: