Tajemnice Anglii

14 GRUDNIA 2016, PRZYGODA, 558
 
     

Długo przed przylotem wyobrażałem sobie jak może wyglądać ruch lewostronny. Ba, byłem przekonany, że mnie to nie zaskoczy. A jednak.

W końcu znalazłem trochę czasu żeby opisać wycieczkę do Anglii. To był szalony i zarazem wspaniały wypad na kilka dni. Głównym celem było spotkanie rodziną, która z różnych względów zdecydowała się na emigracje. Oczywiście nasze spotkania przebiegały pod takt zwiedzania i poznawania okolic.

Wylądowaliśmy w Bristolu gdzie odebrał mnie brat z kolegą. Wsiadamy do auta i ruszamy, a pod samym lotniskiem na drodze wyjazdowej jest rondo. Uwierzcie mi byłem mocno zaskoczony gdy w momencie wjeżdżania ruszyliśmy w lewo. Po kilku godzinach łażenia po mieście nie stanowiło to już żadnego elementu rozrywki i zaskoczenia. Porządek drogowy jak każdy inny, samochody poruszający się we wspólnym kierunku jadą po jednym pasie, tylko tym drugim niż zazwyczaj. Trzeba uważać na przejściach dla pieszych. Kilka razy myśląc iż droga jest pusta przed nosem śmignął mi samochód, bo patrzyłem nie z tej strony co trzeba.

Bristol to piękne miasto o zróżnicowanej architekturze i kilku intrygujących miejscach. Słynie z grafik znanego na całym świecie artysty ulicznego o pseudonimie Banksy. Nawet w muzeum miasta jest pomnik upamiętniający jego twórczość. Ale również to miasto portowe z pięknym widokiem na kanał rzeki i cudownym mostem podwieszanym.

Chodząc po mieście myślisz "wow, jak tu zielono". Daje to efekt porządku i harmonii. Masz wrażenie, że miasta są zadbane, niemal idealne a przyroda w pełni rozkwita. Głębia zieleni każdego trawnika powala. Połączone to z niską zabudową miast i licznymi polami, łąkami czy pastwiskami, daje naprawdę świetne wrażenie. Dodatkowo Anglia słynie z niesamowitych klifów i skałek również porośniętych tym zielonym dywanem. I ile owiec by się tam nie pasło, i ludzi nie przeszło - zawsze jest pięknie.

Kolejnym moim przystankiem w Anglii był Londyn. Wylądowałem od razu w samym centrum stolicy i przyznam, że jej tłoczność, ruchliwość i gęstość trochę mnie oszołomiła. Chyba nie muszę opowiadać o zabytkach czy atrakcjach tego miasta. Zresztą ciężko się wypowiadać, byłem tam raptem jeden dzień. W moim pierwszym odczuciu urok tego miejsca zabijają tłumy ludzi, samochodów i zabudowania. Zdecydowanie wole klimat Clevedon, małego miasteczka o typowej angielskiej-kamiennej zabudowie, malowniczy obraz o sielańskiej naturze. Ale byłem w Londynie raptem kilka godzin, więc może jeszcze kiedyś mnie to miasto zauroczy. Wart wspomnienia i robiący ogromne wrażenie jest system metra. A jeszcze bardziej niesamowite jest to ile ludzi, i z jaką prędkością, porusza się pod ziemią, wąskimi korytarzami, między kolejnymi peronami. No i pamiętajcie, na ruchomych schodach stoicie z prawej strony lub biegniecie z lewej.

Przed zwiedzaniem samego miasteczka, w którym miałem nocleg, udałem się na wycieczkę na wspomniane, sławienne, angielskie klify. Odwiedziłem dwa bardzo ciekawie miejsca pod Weston. Świetny klif Brean Down, na którym znajduję się wojenny fort. Spotkaliśmy tam aktywistów National Trust, którzy szykowali dla wszystkich chętnych turystów ciepłe napoje, hamburgery, kiełbaskę z grilla i cydr. Co raczej u nas mało spotykane - wszystko za free. Dobrowolną opłatę, która była przeznaczona na utrzymanie obiektu, można było wrzucić do skarbonki w biurze. Stoisko stało w centralnym punkcie fortu między bramą wjazdową a schronem dla walczących żołnierzy. Anglik obsługujący nas, z typową dla siebie uprzejmością, zaczął zagadywać, jak się mamy, skąd jesteśmy itp. Do dzisiaj jestem przekonany, że żyje w świadomości, że jako typowi Polacy nie wrzuciliśmy żadnej monety:D A może to tylko moje polskie uprzedzenie. W każdym razie u stóp pięknych skałek było ciekawe miejsce na camping.

Drugim miejscem z cudownymi skałkami był Sand Point po przeciwległej stronie Weston. Oba bardzo ciekawe miejsca z pięknymi widokami i ciekawymi trasami do spacerowania. Można zaznać spokoju i ciszy i poczuć namiastkę ziemskiego raju. Wszystko nabiera tutaj perspektywy. Można się wyciszyć i szybko odprężyć.

Miasteczko Weston z tego co zauważyłem zostało opanowane przez Polaków. Ogólnie ten region słynie z licznych mieszkańców z nad Wisły. Mówi się nawet, że to najgęściej zamieszkały region Anglii przez Polaków. Samo miasteczko trochę podobne do rybackiej osady ale pomieszane nowoczesnymi i zarazem odrobinę kiczowatymi lokalami. Wszędzie gra muzyka, unosi się zapach smażonej ryby i słychać odgłosy automatów do gier. Tutaj spróbowałem również słynnych fish`n`chips - pychota.

Ostatnim punktem wycieczki, niestety bardzo krótkiej, było zwiedzanie wspomnianego miasteczka Clevedon. To tutaj znalazłem nocleg. Pokój do wynajęcia w domku starszej pani. Miasteczko położone zaraz przy brzegu wyspy, gdzie robiąc kilka metrów od domku miałem piękny widok na morze (a w zasadzie na kanał bristolski jak się nie mylę). To właśnie to miasteczko mnie tak urzekło sowim widokiem i atmosferą. Wszystko toczy się tutaj powoli i spokojnie. A przy okazji jest to miejsce na świetny, dłuugi spacer.

Podsumowując, Anglia to bardzo ciekawe miejsce, w którym można się zakochać od pierwszego lądowania. Byłem tam kilka dni ale jestem przekonany, że jest tam jeszcze wiele intrygujących miejsc do odkrycia. Wspomnienia, które na nowo obudziły we mnie chęć wyjazdu i pomieszkania gdzieś w nowym miejscu.

Chciałbym podziękować mojemu głównemu przewodnikowi, który sprawił, że cała kilkudniowa wycieczka była spięta na ostatni guzik. Wycisnęliśmy z tego czasu wszystko co się dało. Zobaczyłem wiele ciekawych miejsc, to wszystko głównie dzięki Tobie Brachu! Pozdrowienia również dla reszty rodzinki, która mieszka za granicami. Pamiętamy, tęsknimy, kochamy i trzymamy kciuki!

Dzięki, że przeczytałeś. Piona!
Rololand

PS ten artykuł jest wart polecenia innym: