Piątek w stylu korpo

09 KWIETNIA 2016, NA CO DZIEŃ, 392
 
     

Koproświat przenika pracownika jak szpik kości. Szczególnie w pechowy piątek.

Czasami przychodzi dzień, że masz serdecznie dość swojej pracy. Chcesz tylko iść do korpowindy, zjechać na poziom wolności - parter i oddalić się od macek managera (a w zasadzie od team leadera, project managera, line managera, scrum mastera, feature ownera, fault kordynatora, product kordynatora i innych managerów). Jak najszybciej zaszyć się w domi odciąć od wszystkiego. Pracuję na najwyższym, dziewiątym piętrze mojej korpowieży. Dzisiaj miałem ten dzień. W końcudało mi się wyrwać od biurka, człapie do winy i zaczyna się..

Wyszedłem na korytarz, zawołałem windę „Hej windo wpadaj na 9 po mnie” i czekam, czekam, czekam i nic. Chyba winda też miała dzisiaj zły dzień. W końcprzybiega, spocona, zmęczona jakby cały czas biegała góra/dół. Staję w środki dosłownie czuję jej fetor. Drzwi zaczynają się zamykać. Powoli, powoli, centymetr po centymetrze, patrzysz na nie z niecierpliwością. Trwa to wieczność jak się spieszysz! Zamknijcie się w końcu, proszę.. I już, tuż, tuż, może 10cm zostało, już się domykają i co?! Ktoś wychodzi z biura i otwiera je na nowo. One z powrotem mozolnie się przesuwają, typ wsiada i znowpowoli, powoli się zamykają. Winda rusza jednak po chwili znowzatrzymuje się, tym razem na ósmym. Drzwi się mozolnie otwierają, typ wsiada, drzwi się powoli zamykają. Winda rusza ale zatrzymuje się na siódmym. Drzwi się mozolnie otwierają, typ wsiada, drzwi się powoli zamykają. Jest już nas całkiem spora grupka. Stoimy w tym zaduchu, wiadomo, każdy patrzy po ścianach, w telefon albo na buty. Standard w korpowindzie. Znowrusza zatrzymuje się na piątym, progstaje jakaś kobieta, wszyscy nagle się przesuwają, jakby nie wiadomo ile miejsca było. Robi się sporka luka, tylko ja już przyparty do tylnej ściany, bo nikt nie wpadnie na to żeby plecak ściągnąć. Nerw już sięga zenitu. Nie tylko ja mam wyraz wqurwienia na twarzy. Jest piątek, chcemy po prostiść do domu! W myślach już kroję sobie żyły. Winda rusza, zatrzymuje się na czwartym. Wsiada starsza babka, która zajmuje się zaopatrzeniem w naszych korpokuchniach, z wózeczkiem pełnym litrowych kartonów mleka. Wciska trzecie piętro, patrzy na nasze miny i dodaje z nieświadomym uśmiechem: -mleko dla dzieci, jak w szkole, hehe
Krew z moich żył tryska po ścianach. Rekord - 6 na 9 pięter zaliczonych przy jednej jeździe w dół. Jest pięć wind w budynki oczywiście moja musi się zatrzymywać na każdym piętrze..
Czy dane jest mi dzisiaj wrócić do domu?!

Dzięki, że przeczytałeś. Piona!
Rololand

PS ten artykuł jest wart polecenia innym: